Wszystkie fotki mojego autorstwa.
Kontrola-jakości
poniedziałek, 28 maja 2012
czwartek, 10 maja 2012
Step by step
Wczoraj wykonałam pierwszy krok ku magicznej 67.
Właściwie to powinnam napisać, że wykonałam pierwszy krok, aby w miarę żwawo i bezkontuzyjnie dożyć do owej magicznej 67.
Bo dzięki naszym politykom mam pracować jeszcze ni mniej ni więcej a 31 lat.
Ba, mogę nawet dłużej, bo kto mi zabroni hę?!
Ale wracając do tematu:
Moja wspaniała Firma, zafundowała nam, zestresowanym pracownikom, karty Multi-Sport.
Jak dla mnie pomysł rewelacyjny, gdyż za niewielką opłatą(a czasem nawet całkowicie za free) mogę korzystać z saun, basenów, jogi, zajęć z krav-magi i innych takich.
Wybrałam więc mały klub sportowy, leżący o rzut beretem od mojego osiedla, zapakowałam buty, butelkę wody, poprawiłam makijaż i udałam się na spotkanie z nieuniknionym.
Najpierw ważenie.
Nie było tak źle, widywałam gorsze wyniki. Zwłaszcza własne.
Następnie wybór zajęć.
Postawiłam na fitness ze step-aerobikiem i kilka ćwiczeń kulturystyczno-siłowych (ładnie brzmiało, no co?!) .
A potem zeszłam na samo dno piekła.
Nieziemsko zgrabna i wygimnastykowana instruktorka dosłownie migała mi w oczach, dwa w prawo, jeden w lewo myliły mi się z podskokiem i stepem w bok.
Ręce wcale nie chciały unosić się na raz-dwa, łokcie żyły własnym życiem, a w lustrze widoczny był kosmiczny brak koordynacji ruchowej u zgrzanej, upoconej i zziajanej kobitki po 30, z rozmazanym makijażem.
Masakra!
Ale przeżyłam.
Dumna z siebie, usiadłam na jakieś ławeczce i z miejsca pojawił się jakiś gość o aparycji Pudziana, instruujący mnie, że nogi bardziej ugiąć, plecy proste i dwie serie po 20.
Matko jedyna !!!
Po dwóch seriach przyszedł czas na podciąganie, zwis i odpychanie wszystko w seriach po 20.
A mile uśmiechnięty atleta, bez litości odliczał, dociągał i przytrzymywał.
Na koniec 10 minutowy bieg pod lekkie wzniesienie .......
.....i już mogłam iść do domu.
Dzisiaj obudził mnie ból mięśni o istnieniu których nie miałam bladego pojęcia.
Ale nie poddam się tak łatwo, o nie !!!!
W galerii widziałam super kostium kąpielowy.....
.... jutro siłownia....
....trzymajcie kciuki...
Właściwie to powinnam napisać, że wykonałam pierwszy krok, aby w miarę żwawo i bezkontuzyjnie dożyć do owej magicznej 67.
Bo dzięki naszym politykom mam pracować jeszcze ni mniej ni więcej a 31 lat.
Ba, mogę nawet dłużej, bo kto mi zabroni hę?!
Ale wracając do tematu:
Moja wspaniała Firma, zafundowała nam, zestresowanym pracownikom, karty Multi-Sport.
Jak dla mnie pomysł rewelacyjny, gdyż za niewielką opłatą(a czasem nawet całkowicie za free) mogę korzystać z saun, basenów, jogi, zajęć z krav-magi i innych takich.
Wybrałam więc mały klub sportowy, leżący o rzut beretem od mojego osiedla, zapakowałam buty, butelkę wody, poprawiłam makijaż i udałam się na spotkanie z nieuniknionym.
Najpierw ważenie.
Nie było tak źle, widywałam gorsze wyniki. Zwłaszcza własne.
Następnie wybór zajęć.
Postawiłam na fitness ze step-aerobikiem i kilka ćwiczeń kulturystyczno-siłowych (ładnie brzmiało, no co?!) .
A potem zeszłam na samo dno piekła.
Nieziemsko zgrabna i wygimnastykowana instruktorka dosłownie migała mi w oczach, dwa w prawo, jeden w lewo myliły mi się z podskokiem i stepem w bok.
Ręce wcale nie chciały unosić się na raz-dwa, łokcie żyły własnym życiem, a w lustrze widoczny był kosmiczny brak koordynacji ruchowej u zgrzanej, upoconej i zziajanej kobitki po 30, z rozmazanym makijażem.
Masakra!
Ale przeżyłam.
Dumna z siebie, usiadłam na jakieś ławeczce i z miejsca pojawił się jakiś gość o aparycji Pudziana, instruujący mnie, że nogi bardziej ugiąć, plecy proste i dwie serie po 20.
Matko jedyna !!!
Po dwóch seriach przyszedł czas na podciąganie, zwis i odpychanie wszystko w seriach po 20.
A mile uśmiechnięty atleta, bez litości odliczał, dociągał i przytrzymywał.
Na koniec 10 minutowy bieg pod lekkie wzniesienie .......
.....i już mogłam iść do domu.
Dzisiaj obudził mnie ból mięśni o istnieniu których nie miałam bladego pojęcia.
Ale nie poddam się tak łatwo, o nie !!!!
W galerii widziałam super kostium kąpielowy.....
.... jutro siłownia....
....trzymajcie kciuki...
Źródło fotki w internecie.
czwartek, 3 maja 2012
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
I niech się święci 1 maja !
Zdjęcie z archiwum domowego.
Chodziła moja babka, chodziła moja mama, chodziła moja ciotka ( na zdjęciu druga z lewej), będę chodzić i ja!
Niech tradycji stanie się zadość!
Witaj majowa jutrzenko ;-)
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Wycieczka pod psem
Lubię takie niespodzianki!
Pierwszą zafundowała nam pogoda i dopisała!Po wczorajszym mroźnym i śnieżnym dniu nie został nawet ślad. Słoneczko świeciło tak jak powinno, a i temperatura nie strzelała fochów, tylko utrzymywała się na całkiem przyzwoitym poziomie ok. 12-14 stopni.
Autorem drugiej był Swój.
"Jedziemy na wycieczkę" - oznajmił.
Popukałam się znacząco w głowę.
"W Lany Poniedziałek?!Hę?!"
"Czytałeś o braku hamulców i norm moralnych u dzisiejszej hmmmm... młodzieży?W połączeniu ze staropolską tradycją wielkanocnego lania wody i cichym przyzwoleniem społeczeństwa na podobne barbarzyństwa, możemy nie przejechać przez miasto, nie mówiąc już o zwiedzaniu czegokolwiek, gdziekolwiek!"
" Spoko. Jedziesz ze mną. Najwyżej umyją nam samochód" - uspokoił mnie Swój, i dumnie wypiął pierś.
No dobra.Poczułam się bezpiecznie (ekhem) i zajęłam się pakowaniem prowiantu.
Przejazd przez miasto pozbawił mnie złudzeń, co do kultywowania tradycji przez młodzież.
Nie ma tradycji.
Nie było młodzieży.
W trakcie 10 minutowego przejazdu przez miasto, widziałam 1 (słownie:jedną) grupkę pryszczatych wyrostków, trzymających w rękach coś, co wyglądało jak butelki z wodą.
Poza tym nic.
Puste ulice, place.
Aż dziwnie.
Jadąc trasą na Jelenią Górę mijaliśmy młodzież wystrojoną, z wędkami, gadającą, stojącą niebezpiecznie blisko jezdni, ale nic ponadto.
Tuż przed celem podróży (Złotoryją) zobaczyłam coś, co na długo utkwiło mi w pamięci, a na pewno zasłużyło na uwiecznienie fotką.
Dwie lamy grzecznie pasące się na dolnośląskiej łące nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak ich kompan. Przy czym, do tej pory nie mam pojęcia co on miał na głowie?!
Wizja jelenia? w peruce? towarzyszyła mi do samej Złotoryi.
A tam wydawałoby się normalne zwiedzanie.
Baszta.
Mury obronne.
Jeden pomnik, drugi pomnik, jakiś kościół.
I psy. Całe stado psów,wdzięcznie pozujących do zdjęć.
A oto dowód:
O urodzie powyższych nie mam zamiaru się wypowiadać, bo jak dla mnie wszystkie psy są piękne, ale te były wyjątkowo charakterne!
A wyjeżdżając z miasteczka, udało mi się uchwycić na trawniku coś, co wydawało mi się gwarkiem, ale Swój stanowczo twierdzi, że to kos.
Nie znam się, nie wiem.
Jakby jakieś podpowiedzi, czy coś to będę wdzięczna ;-)
Pierwszą zafundowała nam pogoda i dopisała!Po wczorajszym mroźnym i śnieżnym dniu nie został nawet ślad. Słoneczko świeciło tak jak powinno, a i temperatura nie strzelała fochów, tylko utrzymywała się na całkiem przyzwoitym poziomie ok. 12-14 stopni.
Autorem drugiej był Swój.
"Jedziemy na wycieczkę" - oznajmił.
Popukałam się znacząco w głowę.
"W Lany Poniedziałek?!Hę?!"
"Czytałeś o braku hamulców i norm moralnych u dzisiejszej hmmmm... młodzieży?W połączeniu ze staropolską tradycją wielkanocnego lania wody i cichym przyzwoleniem społeczeństwa na podobne barbarzyństwa, możemy nie przejechać przez miasto, nie mówiąc już o zwiedzaniu czegokolwiek, gdziekolwiek!"
" Spoko. Jedziesz ze mną. Najwyżej umyją nam samochód" - uspokoił mnie Swój, i dumnie wypiął pierś.
No dobra.Poczułam się bezpiecznie (ekhem) i zajęłam się pakowaniem prowiantu.
Przejazd przez miasto pozbawił mnie złudzeń, co do kultywowania tradycji przez młodzież.
Nie ma tradycji.
Nie było młodzieży.
W trakcie 10 minutowego przejazdu przez miasto, widziałam 1 (słownie:jedną) grupkę pryszczatych wyrostków, trzymających w rękach coś, co wyglądało jak butelki z wodą.
Poza tym nic.
Puste ulice, place.
Aż dziwnie.
Jadąc trasą na Jelenią Górę mijaliśmy młodzież wystrojoną, z wędkami, gadającą, stojącą niebezpiecznie blisko jezdni, ale nic ponadto.
Tuż przed celem podróży (Złotoryją) zobaczyłam coś, co na długo utkwiło mi w pamięci, a na pewno zasłużyło na uwiecznienie fotką.
Dwie lamy grzecznie pasące się na dolnośląskiej łące nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak ich kompan. Przy czym, do tej pory nie mam pojęcia co on miał na głowie?!
Wizja jelenia? w peruce? towarzyszyła mi do samej Złotoryi.
A tam wydawałoby się normalne zwiedzanie.
Baszta.
Mury obronne.
Jeden pomnik, drugi pomnik, jakiś kościół.
I psy. Całe stado psów,wdzięcznie pozujących do zdjęć.
A oto dowód:
O urodzie powyższych nie mam zamiaru się wypowiadać, bo jak dla mnie wszystkie psy są piękne, ale te były wyjątkowo charakterne!
A wyjeżdżając z miasteczka, udało mi się uchwycić na trawniku coś, co wydawało mi się gwarkiem, ale Swój stanowczo twierdzi, że to kos.
Nie znam się, nie wiem.
Jakby jakieś podpowiedzi, czy coś to będę wdzięczna ;-)
niedziela, 8 kwietnia 2012
Wesołych i Smacznego!
Biegnie baran poprzez górki,
Niesie jajca i mazurki,
Niesie baby oraz flachy,
A pod pachą trzy kiełbachy,
Pędzi szybko by Wam donieść,
Że to postu, KONIEC, KONIEC !
Że Wielkanoc, Zmartwychwstanie,
A już jutro Wielkie Lanie!!!!
Wesołego Alleluja życzy Kontrolerka ;-)
Źródło fotki w sieci.
środa, 4 kwietnia 2012
Baba z jajami
Swój wyjechał na szkolenie (Trzy dni przed świętami! Na bank organizowane przez facetów), zostawiając mnie z 50 sztukami jaj i bez pędzla.
W pędzel zaopatrzę się jutro, a jaja trzeba będzie jakoś przerobić.
Wszelakie pomysły mile widziane.
No i ten, tego.....tęsknię....no...
W pędzel zaopatrzę się jutro, a jaja trzeba będzie jakoś przerobić.
Wszelakie pomysły mile widziane.
No i ten, tego.....tęsknię....no...
Źródło fotki w sieci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


